09-06-2019

Czego unikać w rozmowie z klientem klubu fitness?

 

W jednym z artykułów zwróciłam uwagę na twój głos. Pisałam o tym, że  odpowiednie tempo, ton, dykcja, a nawet uśmiech, to nieodzowne elementy skutecznej komunikacji. To jednak nie wszystko. Poznaj kolejne 2 aspekty, które mają ogromny wpływ na jakość twojej komunikacji werbalnej z klientami. Dotyczy to zarówno instruktorów fitness oraz trenerów personalnych, jak i działu obsługi klienta czy menedżerów. Generalnie wszędzie tam, gdzie pracujesz i rozmawiasz z ludźmi, zwracaj uwagę na to, jak mówisz.

1. Zdrobnienia.

Używając zdrobnień brzmisz mniej profesjonalnie. Poza tym zastanów się: czy dorośli ludzie przychodzący do twojego klubu chcą czuć się jak dzieci? Wystarczy być miłym, kulturalnym i okazać zainteresowanie.

Kroczki i rączki w wydaniu instruktora brzmią mniej pewnie. Podopieczny trenera personalnego słysząc o ćwiczeniu na plecki i klateczkę może poczuć się nieswojo. Przecież on chce mieć solidnie zbudowane plecy, klatkę i nogi. Poza tym zdrobnienia są dłuższe, a szeleszczące dźwięki w tych słowach sprawiają, że trudniej jest ciebie zrozumieć.

O tym, by nie przesadzać ze zdrobnieniami, powinien pamiętać też dział sprzedaży, obsługi klienta, recepcjoniści, menedżerowie. Rozmawiaj śmiało o pieniądzach, nie o pieniążkach. Sprawdzaj dokumenty, a nie dokumenciki i nigdy nie proś o dowodzik. 

Omijając zdrobnienia nikogo nie zirytujesz, a używając ich, możesz zniechęcić wiele osób. Po co więc ryzykować? Oczywiście nie popadaj w skrajność. Możesz podać klientowi kawę do stolika, a prowadząc zajęcia z dziećmi nie przepraszaj za „kroczki”, choć i tu wskazany jest umiar. Ogranicz zdrobnienia, a będziesz brzmieć pewniej i bardziej profesjonalnie.

2. Fachowe słownictwo.

Noga czy udo? Wystarczy udo, a może lepiej czworogłowy uda? A może powiedzieć klientowi, że na treningu będziemy pracować nad quadriceps femoris?

We wszystkim wskazany jest umiar. Zachowaj balans między słowami fachowymi, zarezerwowanymi dla twojej pracy, a tymi, które twój klient zna i rozumie. Chcąc wykazać się szeroką wiedzą, możesz nieraz zrazić do siebie klienta. Czasami wystarczą proste słowa, ale zrozumiałe. Słowa, które klient od razu sobie zwizualizuje. Na szczegóły przyjdzie czas.

Ten balans dotyczy nie tylko trenerów, ale także osób, które jako pierwsze rozmawiają z potencjalnym klientem klubu. Mówiąc o Total Body Conditioning możesz wręcz odstraszyć tego, kto nigdy wcześniej nie ćwiczył. Gdy cię nie zrozumie lub wymówi nazwę łamaną angielszczyzną – możesz wprowadzić klienta w zakłopotanie.

Oczywiście możesz trafić na klienta świadomego, który zna angielskie nazwy zajęć i mięśnie po łacienie. To już twoje zadanie, by wyczuć, zaobserwować i wtedy dopasować słownictwo do jego wiedzy i oczekiwań.

Edukuj klientów, ale rób to z głową. Nie za szybko i nie wszystko od razu. Krok po kroku ucz swoich klientów i wprowadzaj słowa z twojego profesjonalnego, branżowego słownika. Jeśli przesadzisz, to wcale nie będziesz brzmieć mądrze, a zarozumiale.

Teraz już wiesz, że aby okazać profesjonalizm, wcale nie trzeba epatować trudnymi słowami. Zachowaj balans między słownictwem fachowym, a tym, które jest zrozumiałe dla twojego klienta. Do tego ogranicz zdrobnienia, a zobaczysz, że twoje rozmowy będą przebiegać sprawniej, przyjemniej i z korzyścią dla obu stron. Tego ci życzę.

 

Emilia Lis

Poznaj autora

Najczęściej czytane posty